17 sierpnia 2017

garść kociaków...

09:00 3 Comments
Komu, komu garść kociaków, świeżutkich, nowonarodzonych, ale już samodzielnych kociąt.









 Czy to nie słodziaki?



Mogą być brelokiem, dyndac przy torbie, albo można je tulić i głaskać. Choć nie wiem dokładnie do kogo trafią, to mam już pomysł na nie:) Mam pewien plan, w który je wkręcę. Jeśli sie powiedzie zdradzę Wam o co chodzi:)

13 sierpnia 2017

lawendowe fusetki...

19:47 2 Comments
Zaczynam szósty tydzień leżenia. Tęsknię za spacerem, tęsknię za moim ogródkiem. Wypełzłam chociaż na taras. Zapachniała mi lawenda, z lekka już przekwitła, ale poprosiłam o ścięcie. I udało mi sie uwiązać trzy lawendowe maczugi. Nie są idealne, ale pozycja w jakiej je motałam, myślę, ze mnie usprawiedliwia:)





 Jak to sie robi, pokazywałam TUTAJ. Może ktoś się skusi i zrobi sobie takie pachnidełko:)

7 sierpnia 2017

batik....

18:03 6 Comments
 Na początku lipca pod czujnym okiem Oli Ciecholewskiej ze Słupska w Wyspie Skarbów GAK na Wyspie Sobieszewskiej  uczestniczyłam w warsztatach tworzenia batiku.


 To niesamowite jak krok po kroku ze zwykłej białej szmatki powstaje coś.




 Efekty warsztatów zadziwiły. To tak trochę jak ze szkliwieniem w ceramice - do końca nie wiadomo, co i jak wyjdzie.




 A to moje cuda:) które powstały podczas warsztatów.





 Strasznie mi sie to podoba. Już czekam na czas kiedy się spionizuję i bedę mogła działać.

30 lipca 2017

Geocaching - czyli jak znaleźć motywację do wyjścia z domu.

22:04 3 Comments
Dalej przebywam w pozycji horyzontalnej, ale chcę Was zachęcić do wychodzenia z domu. Do pieszych lub rowerowych wędrówek. Do poszukiwania skarbów.

Czy poszukiwanie skarbów jest dla każdego? Jasne! Pewnie do tej pory nie mieliście  pojęcia, że w pobliskim parku czeka na Was na skarb. Czasem to może być pojemnik, w którym znajdziecie kawałek kartki papieru i ołówek, a czasem coś więcej.





 Zapraszam Was  do Geocachingu. Geocaching to, zabawa terenowa, w której znajduje się skrzynki założone przez innych uczestników. Skrzynki, to brzmi poważnie, ale to mogą być pudełka, pojemniczki, fiolki, a czasem... kufry. Znalezienie wpisuje się do specjalnie przygotowanego
dziennika tzw. logbooka znajdującego się w skrzynce. Aby nasz wpis był ważny trzeba go też zalogować online. 
 Więc żeby  zacząć się bawić trzeba zalogować się na geocaching.com  (cały świat) lub opencaching.pl (Polska) wejść na mapę... i szukać skrzynek. 


Można w domu na komputerze wybrać skrzynkę, poczytać o niej, zapamiętać  lub spisać lokalizację  i pójść na spacer, aby ją znaleźć. Warto zabrać  ze sobą coś do pisania, bo nie zawsze rozmiar skrzynki pozwala na to, by tam schować coś wiecej niż tzw. logbooka. Ja jednak wolę iść przed siebie i korzystać z  aplikacji c:geo (niestety dostępna tylko na androida).  Za pomocą kompasu, aplikacja sama wskaże nam kierunek do skarbu.

A to, co znajdziemy może nas zaskoczyć. 
Oprócz tego, że pomysły zakładających skrzynki są czasami takie, że na twarzy pojawia nam się uśmiech. Jak można było coś takiego wymyślić.Skrzynka może być ukryta po jedną ze śrub w parkowej ławce, pod hubą na drzewie, w dorobionym do drzewa uschniętym konarze, pod liściem na stawie, może być magnesem pryczepionym do bramy, czy schowana w słupku drogowym. Może wisieć wysoko, być na wysokości wzroku, lub być zakopana pod ziemią.
Może to też być np.: klocek drzewa, do którego trzeba było wcześniej znależć dłutko i na nim wyrzeźbić swój ślad odnalezienia.



Czy pracownia alchemika, garniec złota, leśny skrzat, czy   skarb pandy.


   

W skrzynkach możemy znaleźć też:

Przedmioty na wymianę - (to dzieciaki mają największą frajdę, jeżeli skrzynka jest pełna tych przedmiotów). Zazwyczaj są to naklejki, smycze, zabawki z jajka z niespodzianką. Ale zdarzyła sie też kiedyś pisanka:)
 W dobrym zwyczaju geokeszera jest wymiana takich przedmiotów w 1:1, jeśli coś weźmiemy, zostawmy coś o podobnej wartości. 
Trackable, geokrety - to takie przedmioty z keszów, które podróżują. Mają swój indywidualny numer, pozwalający śledzić ich trasę. Zostawiamy je w skrzynce z nadzieją , że keszer, go znajdzie i przeniesie do innej skrzynki.

Taki wysłannik mojego dziecka -Grizzly Polish Bear zrobił już 15 tysięcy kilometrów po Polsce.

Aby podróż była ciekawsza możemy nadać jej cel i poprosić innych keszerów aby zabierali go do miejsc związanych z jakimś tematem. W taki właśnie sposób nasz geokret HatHead chciałby do Texasu bo jest kapeluszem i chce zobaczyć miejsca znane z różnych nakryć głowy. Aktualnie jest w Tajlandii.




Jest jeszcze coś co mozemy znaleźć w skrzynkach:PWG Polish Wood Geocoin - jest specjalnym, osobistym drewnianym krążkiem. .Keszerzy projektują sobie takiego drewniaczka na specjalne okazje lub jako pamiątki. Później zostawiają w skrzynkach, wymieniają się nimi lub dają w prezencie.



Mnie moje dzieci w to wkręciły. Spacer, czy wyjazd w nowe miejsce, bez poszukiwań skrzynek, robi sie mało ciekawy. Jest dzika satysfakcja, kiedy się uda znaleźć kesza, choć czasem to wymaga pogłówkowania. 


Spróbujcie, może Was też wciągnie zdobywanie skarbów:)

PS:Paulucha dziekuję Ci za pomoc w przygotowaniu posta:)

23 lipca 2017

pomysł na prezent...

18:33 1 Comments
TUTAJ piałam o tabletkowym prezencie, ale był to tylko jeden z elementów  ślubnego prezentu, który moje dziecko podarowało swojej koleżance z dzieciństwa. Cieszy mnie, kiedy moje dzieci nie idą na łatwiznę i kombinują coś fajnego.



Tak wyglądał cały prezent:)


Karty Uno - na nudę, album ze wspólnymi zdjęciami  - na pamiątkę, tabletki  -  myśl na każdy dzień, gadżecik z alliexpres - na stres, herbatka z silikonowymi zaparzaczami kotkiem i wiewiórą  - na chłody. I do tego jeszcze wskoczyło troche kaski w postaci obrazka.


Może taki pomysł na prezent, kogoś zainspiruje. 
Wiem, że obdarowana się wzruszyła i ucieszyła. 

PS. Sylwia jeśli tu trafisz, to ściskam Cie mocno i życzę samych pięknych chwil we dwoje z Dawidem:)

19 lipca 2017

ostatni spacer... ....czyli las w słoiku

18:17 5 Comments
Ostatni spacer - to brzmi bardzo smutno. Ale taki mam nastrój. Znów odezwał sie mój kręgosłup i zmusił mnie do przyjęcia pozycji horyzontalnej. Choć to też tak trudno okreslić, bo ciągle poszukuję takiej pozycji, która przyniesie mi najmniejszy ból. Dzisiaj jestem w stanie już korzystać z laptopa i chcę pokazać Wam efekt ostatniego spaceru przed awarią kręgosłupa.
Zrealizowałam swój plan i stworzyłam swój mały, własny las w słoiku.






 Powstały dwa lasy, bo moje dziecko zrobiło sobie swój własny.


Las mojego dziecka.


 Mój las.



 Tutaj las pierwotny i las po kilku dniach. Spostrzegawcze osoby dostrzegą małe zmiany.

 Patrząc na słoik mam swoją mała namiastkę leśnego spaceru.

13 lipca 2017

nienormalna ciotka...

14:36 11 Comments
Mieszkam w Gdańsku, a Julka moja bratanica przyjechała na kolonie do Gdyni. 
Ciotka powinna ją odwiedzić, no bo jak? Inaczej być nie może. Od razu sto myśli, że może by oprócz odwiedzin Julki, coś zawieźć dla całej kolonijnej grupy. Może cukierki, może lody? Padło na lody, nawet przenośna lodówka już była przygotowana. Ale noc przyniosła nowe pomysły.... 
Może jakieś warsztaty dla całej grupy? Tylko jakie? Takie żebym nie wydała za dużo kasy, takie, które by zainteresowały dzieciaki, nie były za długie i dały jakiś namacalny efekt. 
Nie znałam wieku dzieciaków, obiło mi sie o uszy, ze Julka jest jedną z najstarszych w grupie ( 11-latka), założyłam, że dzieciaków jest ok. dwudziestki i dostałam pewną informację, że w tym jest 8 chłopaków. Co robić??? .....No jasne  worko-plecaki. 
Wiadomo same nie uszyją, ale ozdobić i wciagnąć sznurek dadzą radę nawet sześciolatki, zakładałam, że takie w grupie są.


Kiedy juz miałam pomysł, rozpoczął się wyścig z czasem. W ciagu 2,5 godziny musiałam wyszukać w swoich zasobach tkaniny, i uszyć 20 worko - plecaków. I to nie byle jak, tylko porzadnie. Całe szczęscie, że moje starsze dziecko poświęciło swój wolny czas i cięło, prasowało i strzygło niepotrzebne nitki. Udało się!!!
 Po kolonijnej kolacji do sali telewizyjnej zjechała ciotka Beata z Pauluchą i półproduktami na 20 plecaków i.... zaczęli się schodzić koloniści. Przestarch w oczach, czy ta pani, która właśnie weszła to opiekunka, czy kolonistka - okazało się, że Julka jest najmłodsza. Reszta w wieku dobrze gimnazjalnym. Czy uda mi się ich zainteresowaćwarsztatami, czy będzie im się podobało?


 Strach był zupełnie niepotrzebny, wszyscy zabrali się z entuzjazmem do pracy. Worko - plecak, to jest rzecz, przez każdego tego lata pożądana, niezależnie od wieku:)


 Przygotowane miejsca z gładkiej tkaniny okazało się doskonałym miejscem na kolonijne wpisy.




Chyba sprawiłam radość kolonistom z suwalskiego oddziału TPD. Na kolonijnym korytarzu dumnie przechadzali się posiadacze worko-plecaków, tylko koloniści z innych grup spoglądali z zazdrością:)


Może i ciotka jest nienormalna ( tak stwierdził mój mąż:). Ale jaką miałam satysfakcję, kiedy widziałam takie duże już  dzieciaki chodzące z plecakami. Po warsztatach podchodziły do mnie dziewczyny, które dziękowały za fajne warsztaty i worki, chłopak, który pokazywał mi, że do jego plecaka mieści sie doskonale paletka i piłeczka do tenisa stołowego i jeszcze zmieści sie butelka z piciem. Bedę chodził z nim na treningi - powiedział. Fajnie jest zrobić coś dobrego.

:)

:)

brązowy medal - Najlepsza praca roku 2011

brązowy medal - Najlepsza praca roku 2011
www.craftladies.org

Hobby, rękodzieło, nasza kreatywność

wyróżnienia