23 lipca 2017

pomysł na prezent...

18:33 1 Comments
TUTAJ piałam o tabletkowym prezencie, ale był to tylko jeden z elementów  ślubnego prezentu, który moje dziecko podarowało swojej koleżance z dzieciństwa. Cieszy mnie, kiedy moje dzieci nie idą na łatwiznę i kombinują coś fajnego.



Tak wyglądał cały prezent:)


Karty Uno - na nudę, album ze wspólnymi zdjęciami  - na pamiątkę, tabletki  -  myśl na każdy dzień, gadżecik z alliexpres - na stres, herbatka z silikonowymi zaparzaczami kotkiem i wiewiórą  - na chłody. I do tego jeszcze wskoczyło troche kaski w postaci obrazka.


Może taki pomysł na prezent, kogoś zainspiruje. 
Wiem, że obdarowana się wzruszyła i ucieszyła. 

PS. Sylwia jeśli tu trafisz, to ściskam Cie mocno i życzę samych pięknych chwil we dwoje z Dawidem:)

19 lipca 2017

ostatni spacer... ....czyli las w słoiku

18:17 5 Comments
Ostatni spacer - to brzmi bardzo smutno. Ale taki mam nastrój. Znów odezwał sie mój kręgosłup i zmusił mnie do przyjęcia pozycji horyzontalnej. Choć to też tak trudno okreslić, bo ciągle poszukuję takiej pozycji, która przyniesie mi najmniejszy ból. Dzisiaj jestem w stanie już korzystać z laptopa i chcę pokazać Wam efekt ostatniego spaceru przed awarią kręgosłupa.
Zrealizowałam swój plan i stworzyłam swój mały, własny las w słoiku.






 Powstały dwa lasy, bo moje dziecko zrobiło sobie swój własny.


Las mojego dziecka.


 Mój las.



 Tutaj las pierwotny i las po kilku dniach. Spostrzegawcze osoby dostrzegą małe zmiany.

 Patrząc na słoik mam swoją mała namiastkę leśnego spaceru.

13 lipca 2017

nienormalna ciotka...

14:36 11 Comments
Mieszkam w Gdańsku, a Julka moja bratanica przyjechała na kolonie do Gdyni. 
Ciotka powinna ją odwiedzić, no bo jak? Inaczej być nie może. Od razu sto myśli, że może by oprócz odwiedzin Julki, coś zawieźć dla całej kolonijnej grupy. Może cukierki, może lody? Padło na lody, nawet przenośna lodówka już była przygotowana. Ale noc przyniosła nowe pomysły.... 
Może jakieś warsztaty dla całej grupy? Tylko jakie? Takie żebym nie wydała za dużo kasy, takie, które by zainteresowały dzieciaki, nie były za długie i dały jakiś namacalny efekt. 
Nie znałam wieku dzieciaków, obiło mi sie o uszy, ze Julka jest jedną z najstarszych w grupie ( 11-latka), założyłam, że dzieciaków jest ok. dwudziestki i dostałam pewną informację, że w tym jest 8 chłopaków. Co robić??? .....No jasne  worko-plecaki. 
Wiadomo same nie uszyją, ale ozdobić i wciagnąć sznurek dadzą radę nawet sześciolatki, zakładałam, że takie w grupie są.


Kiedy juz miałam pomysł, rozpoczął się wyścig z czasem. W ciagu 2,5 godziny musiałam wyszukać w swoich zasobach tkaniny, i uszyć 20 worko - plecaków. I to nie byle jak, tylko porzadnie. Całe szczęscie, że moje starsze dziecko poświęciło swój wolny czas i cięło, prasowało i strzygło niepotrzebne nitki. Udało się!!!
 Po kolonijnej kolacji do sali telewizyjnej zjechała ciotka Beata z Pauluchą i półproduktami na 20 plecaków i.... zaczęli się schodzić koloniści. Przestarch w oczach, czy ta pani, która właśnie weszła to opiekunka, czy kolonistka - okazało się, że Julka jest najmłodsza. Reszta w wieku dobrze gimnazjalnym. Czy uda mi się ich zainteresowaćwarsztatami, czy będzie im się podobało?


 Strach był zupełnie niepotrzebny, wszyscy zabrali się z entuzjazmem do pracy. Worko - plecak, to jest rzecz, przez każdego tego lata pożądana, niezależnie od wieku:)


 Przygotowane miejsca z gładkiej tkaniny okazało się doskonałym miejscem na kolonijne wpisy.




Chyba sprawiłam radość kolonistom z suwalskiego oddziału TPD. Na kolonijnym korytarzu dumnie przechadzali się posiadacze worko-plecaków, tylko koloniści z innych grup spoglądali z zazdrością:)


Może i ciotka jest nienormalna ( tak stwierdził mój mąż:). Ale jaką miałam satysfakcję, kiedy widziałam takie duże już  dzieciaki chodzące z plecakami. Po warsztatach podchodziły do mnie dziewczyny, które dziękowały za fajne warsztaty i worki, chłopak, który pokazywał mi, że do jego plecaka mieści sie doskonale paletka i piłeczka do tenisa stołowego i jeszcze zmieści sie butelka z piciem. Bedę chodził z nim na treningi - powiedział. Fajnie jest zrobić coś dobrego.

11 lipca 2017

chustka z czołgami...

00:08 3 Comments
Co lubią rysować chłopaki w wieku sześciu lat? 
Wiktor na pewno czołgi.


Czy jakaś pani w przedszkolu dostała od swego wychowanka jedwabną chustkę malowaną w czołgi? W Gdańsku tak:) 
Kiedy Wiktor miał narysować wzór na chustę - narysował bitwę czołgów. Potem dokładnie sprawdzał, czy wszystko sie zgadza.


Czy dobrze przeniosłam jego projekt na jedwab, czy kolory są takie jak trzeba i dlaczego tych czołgów jest więcej niż na jego rysunku?








 Mam nadzieję, że spełniłam oczekiwania Wiktora, a pani przedszkolanka była mile zaskoczona:)

5 lipca 2017

skórzane warsztaty...

23:25 3 Comments

Spodobał mi się ten rysunek polskich wakacji. W tym roku szczególnie pasuje. Dobrze, że ciągle sie uczę. Podczas warsztatów w Siedlisku pod lipami nauczyłam sie jak rozpoznać barszcz:) Kleszcza już złapałam , a deszcz pada i pada. Więc dalej wykorzystuję czas na naukę. Tym razem wzięłam udział w I części Warsztatów pracy w skórze


 Ciachaliśmy.



 Tłoczyliśmy.



 Barwiliśmy.


 Dziurkowaliśmy i nitowaliśmy.


 I mam dwie bransoletki i z resztek breloczki:)



 A będzie więcej, bo to dopiero poczatek skórzanych warsztatów, które w Gdańsku prowadzi Mat Roarski.

3 lipca 2017

Siedlisko pod lipami...

11:49 4 Comments
Chciałabym dziś Was zaprosić na Żuławy. Do ciepłego, niezależnie od pogody, czarodziejskiego miejsca. Do Siedliska pod Lipami.




 Pomysł na ciekawe spędzenie weeekendu, nawet baaardzo deszczowego. Przez dwa dni wprawiałam się jako zielarka:) Najpierw wędrowałysmy po pięknych żuławskich terenach, ucząc się rozpoznawać i zbierać zioła pod czujnym okiem Asi.








 Zebrane zioła segregowałyśmy, rwałyśmy, gniotłyśmy, macerowałyśmy, parowałyśmy, uciskałysmy, moczyłyśmy, ucierałyśmy....         .....czarowałyśmy. A wszystko -łyśmy, bo były same dziewczyny. Jak to z czarownicami bywa. Efekty pracy to: napary, maceraty, toniki, kremy i maści. Cuda.... po prostu cuda:)










Wieczorem deszcz nam zabrał ognisko, ale stara stodoła dała schronienie dwóm grupom warsztatowym.


 Bo w czasie kiedy my wprawiałysmy się w role czarownic i zielarek, nasi panowie warzyli piwo i wytwarzali wędzonki.


Na koniec - dyplom sprawnej czarownicy:)


Polecam Siedlisko pod Lipami. Czarowne miejsce, zakręceni ludzie i dobra energia. Nam się podobało. Wrócimy tam, może na warsztaty nalewek, może serowarskie, a może pieczenia chleba.

:)

:)

brązowy medal - Najlepsza praca roku 2011

brązowy medal - Najlepsza praca roku 2011
www.craftladies.org

Hobby, rękodzieło, nasza kreatywność

wyróżnienia