18 czerwca 2018

13 czerwca 2018

10 czerwca 2018

5 czerwca 2018

Tel Awiw abc...

09:31 7 Comments
To moja trzecia podróż do Izraela. Najkrótsza, taki przedłużony weekend. Plany tej podróży uległy zmianom i w ostatniej chwili zdecydowaliśmy, że  tym razem będzie to tylko Tel Awiw - Jaffa. Nie było wielkich planów, co, gdzie i kiedy będziemy robić. Poszliśmy na żywioł, bez map i przewodników. Pewnie nie zobaczyliśmy wszystkiego ,,must have", ale powstał  mój subiektywny alfabet Tel Awiwu.

A - absolutnie warto odwiedzić Tel Awiw. To inny Izrael w porównaniu do Jerozolimy, Betlejem, morza Martwego, Masady, Nazaretu, Jerycha i wszystkich miejsc dookoła jeziora Genezaret.

B - biblioteka przy plaży, wózek z książkami pozostawionymi i zabieranymi przez plażowiczów. Trudno mi było ocenić zawartość:) Ale był to miły widok dla moich oczu.




C - ceny. Nie ma co ukrywać- drogo. Nocleg i jedzenie - to spory wydatek w porównaniu do naszych zarobków i cen.



D  - dzieci, dużo małych dzieci, mam i tatusiów i babć z wózkami niezależnie od pory dnia i nocy:) Dodatkowo cała masa placów i miejsc do  zabaw, zawsze dostrzeże się jakiś w zasięgu wzroku.

E - ekscentryczny pan na rolkach krążył po sąsiedniej ulicy, a równie ekscentryczne nakrycie głowy pewnej pani przykuło moją uwagę.


F - Florentyna, piękne imię dla kobiety i dzielnica Tel Awiwu, kiedyś mocno zaniedbana i niebezpieczna, dziś rozsypujące się budy stały się mekką graficiarzy i ściennych artystów. Warto odwiedzić to kolorowe miejsce i nacieszyć oczy barwnymi malunkami w Izraelskim słońcu. Naszemu spacerowi towarzyszył miejscami zapach świeżej farby. Florentyna ciągle się zmienia. 







G - granaty i sok z granatów, to jest coś, czego grzech nie spróbować w Tel Awiwie. Trzeba, koniecznie.



H - humus, szakszuka i falafel - tego też trzeba spróbować  i to najlepiej na ulicy. Do tych smaków będę tęsknić i wiem, że u nas już tak nie smakują. 




I - Izrael  dziwny kraj. Jednych przyciąga, innych odstrasza. Mieszanka kultur, współistnienie narodów.



J - Jaffa. Stara Jaffa. Najstarsza dzielnica Tel Awiwu, od której wszystko się zaczęło. Najstarszy port. Dobry prawie 5 km spacer od portu do portu brzegiem morza i wspinanie się uliczkami Jaffy. Nagrodą widok na plażę i Tel Awiw.







K - kto nie biega? Mam wrażenie, że w Tel Awiwie biegają wszyscy, szczególnie po promenadzie wzdłuż plaży. Spotkać tam można biegaczy,  ,,biegające" lansujące się panienki ociekające złotem i cekinami, jednocześnie relacjonujące na bieżąco swój wyczyn w sieci, najbardziej markowe buty i ubranka do biegania na wyglancowanych panach, wolniutko sunących wiekowych panów i panie, rozkrzyczane nastolatki i nic tylko zacząć biec... albo siąść i obserwować różnorodność gatunku ludzkiego.





L - ludzie - myślę, że to miasto młodych ludzi, którzy mam wrażenie nigdy nie śpią. W ciągu dnia mkną na swoich dwukołowych pojazdach, pchają wózki z dziećmi, biegną do pracy, a nocą przesiadują w licznych klubach i barach. Można spotkać tu ciekawych ludzi, ale nie zobaczycie takiego tygla kulturowego jak w Jerozolimie.

M - matkot - czyli po prostu rakietki, mówią, że to izraelski sport narodowy - odbijanie gumowej małej piłeczki drewnianymi rakietkami. Dźwięk odbijanych piłeczek towarzyszy nam na plaży, podziwiamy umiejętności grających, spacerując robimy uniki, żeby nie oberwać w głowę śmigającą piłeczką i robimy zakup paletek.



N - nocleg - w ostatniej chwili zmienialiśmy plany noclegowe i trafiliśmy do Dave West, bardzo klimatyczny i dopieszczony do każdego szczegółu hotelik, w świetnym położeniu, blisko plaża i masa różnych galerii i barów. Cena jak na nasze warunki spora, ale na Telawiw - ta z niższej półki.

O - obłędna dzielnica ze sklepami z materiałami i dodatkami w okolicach ulicy Nahalat Binyamin. Szaleństwo, tkaninowy zawrót głowy, a dekoracja sklepu pasmanteryjnego mówi sama za siebie. Oprócz tego zachwycił nie ogromny sklep dla plastyków i rękodzielników, zgłupiałam tam i wyszłam z trzema mazakami i farbami do tkanin, a chciałam mieć wszystko, ....no prawie wszystko.






P - plaże, do wyboru, do koloru. Dla każdego, nawet dla właścicieli psów z pupilami. Zaskoczył mnie spokój tych zwierzaków i ich dobre ułożenie. Żadnego dzikiego ujadania i rzucania się na sąsiada. Parasole i leżaki w przystępnych cenach, w porównaniu do innych cen w Tel Awiwie.




R- rowery i hulajnogi, w większości elektryczne - to podstawowy środek komunikacji młodych ludzi. Śmigają, czasem w przerażający sposób, ale większość w kaskach. Na ulicach widać też turystów na miejskich rowerach. 





S - streetart - ulice Tel Awiwu, a właściwie ściany domów , to jedna wielka galeria. Tylko iść i patrzeć, patrzeć, patrzeć.










T - Tamara   i jogurtowe lody u Tamary na rogu ulic Ben Jehuda i Gordon ( tak się złożyło, że tuż obok hotelu) . Wspaniałe lody na śniadanie, kolację, obiad i nocną przekąskę. Jogurtowe, bez dodatku cukru, za to z mnóstwem innych dodatków, które  wybierasz: owoce, orzechy, chałwa, sosy, polewy, chrupki, czekolady, itp. Totalny zawrót głowy. 3 rozmiary lodów i dodatki tyle ile wejdzie do miseczki i przyklei się wokół loda. Dla mniejszych łasuchów lody na patyku. koniecznie musicie tam trafić.

U - uzbrojeni żołnierze na ulicach są, ale nie ma ich tak dużo jak w Jerozolimie. 



W- w-f na plaży. w pewnej chwili w poniedziałkowe przedpołudnie na plażę zbiegło sporo młodych ludzi z deskami, kajakami, pośród nich kilkoro instruktorów i tak zaczęły się zajęcia wychowania fizycznego na wodzie.

Z- zwiedzanie, a właściwie wędrowanie bez planu ma swoje zalety. 

:)

:)

brązowy medal - Najlepsza praca roku 2011

brązowy medal - Najlepsza praca roku 2011
www.craftladies.org

Hobby, rękodzieło, nasza kreatywność

wyróżnienia