Parę lat temu powstała pierwsza szmacianka TUTAJ. Była grzeczna, teraz przyszedł czas na niegrzeczną szmacianą pannę. Szmacianą kocicę. Taka ruda w czarnym, skórzanym kubraczku z dżetami i tiulowej spódnicy urodziła się w mojej głowie.
W głowie pomysł, goni pomysł. Zdjęcia leżą i czekają, a blog jeszcze bardziej leży odłogiem. To nie oznacza, że nic nie robię. Robię i to pożera mój czas. Rodzi się też duuży projekt.
Dziś zaległe breloki. Może staną się dla kogoś inspiracją na wakacyjną pamiątkę.
Po trzech tygodniach nad maszyną, wyszytych 100 metrach gumki, 60 metrach tasiemki i kilku lub kilkunastu metrach bawełny przerobionych na maseczki przyszedł czas na coś ambitniejszego:) Spódnicę. Kloszową spódnicę z koła z kieszeniami wpuszczanymi w boki i zamkiem. Dam radę? Dam!
No i dałam. Przegrzebałam internet, znalazłam wzór jak wyliczyć podkrój pasa. Dobrze, ze mamy kalkulator w telefonie. To on pomógł mi z wyliczeniami. Potem poszukiwania skupiłam na instrukcji wszywania zamka, wg. mojego mniemania - krytego. Okazało się, że nawet jestem w posiadaniu stopki do wszywania krytego zamka. Krok po kroku, sprawdzając w sieci, dumna jak paw, że potrafię i, że wykorzystam stopkę, która kilka lat spędziła w szufladzie wszywałam.
Hmm.... o co chodzi? Zamek wszyty pięknie prościutko, zgodnie z instrukcjami, ale czy on jest kryty? Nie wiem co poszło nie tak:) Po wielu przemyśleniach uznałam, że wszystko zrobiłam dobrze tylko ten zamek jakiś nie taki:) i temu nie chciał się ukryć.
Co o tym myślicie???
Ale kiecka jest jak trzeba. Można w niej tańcować , choćby na bosaka po trawie:)
Mam maszynę, mam bawełnę, mam czas - szyję maseczki. Kiedy podjęłam tę decyzję, nie myślałam komu i jak je przekażę. Brakiem okazała się gumka, ale słowa szyję maseczki okazało się kluczem, który otworzył schowki hurtowni LANDPAS w Gdańsku. Dziękuję!
Po dwóch dniach szycia przeliczyłam stan - miałam 88 maseczek! Ósemka to wg. numerologii chińskiej bogactwo, a podwojona ósemka to szczęście, wielkie szczęście! wniosek - wirus nie ma z nami żadnych szans. A ja mam szczęście, że mogę pomóc! Słowa lekarza - dziękuję, wczoraj mieliśmy na stanie 6 szt. maseczek - nie wymagają komentarza .
Szyłam z tego schematu. Jeśli ktoś ma pytania o szczegóły- odpowiem.
A na koniec informacja o używaniu takich maseczek, w związku z różnymi komentarzami. Informacja od pana doktora, który odebrał ode mnie maseczki:)
Po konsultacji z epidemiologiem proponujemy, żeby do samodzielnego wyrobu maseczek używać materiału w 100% bawełnianego o gramaturze 115g/m² (+/-5%), najlepiej antyalergicznego. Przy konieczności codziennego wychodzenia z domu warto mieć 3 maski i prać je, przelewać wrzątkiem lub piec w piekarniku w temp. 70 st. przez 30 min. po każdym użyciu.
Jeżeli jeszcze nie macie masek możecie owinąć twarz szalikiem lub chustą (to dużo lepiej niż nic) - powstrzyma to przed nawykowym bezpośrednim dotykaniem nosa i ust, zmniejszy prawdopodobieństwo wniknięcia koronawirusa do organizmu oraz - jeśli jesteście zarażeni - ograniczy rozprzestrzenianie się wirusa na odległość.
⚠️ Pamiętajcie, żeby przed zdjęciem maski dokładnie umyć lub zdezynfekować ręce.
Światowa Organizacja Zdrowia (WHO) zaleca stosowanie płynów dezynfekujących na bazie alkoholu (min. 60%). Ponadto, należy pamiętać o prawidłowym myciu rąk wodą z mydłem - przez minimum 30 sekund.
❗️Jeśli tylko możecie ZOSTAŃCIE W DOMU - nie ma obecnie lepszej ochrony. Oczywiście, jeżeli jesteście objęci kwarantanną nawet w masce nie wolno Wam wychodzić ☣️
👉 Myjmy często i dokładnie ręce, nie witajmy się przez ich podanie, zostańmy w domu, kiedy tylko to możliwe, odkażajmy smartfony, płaćmy kartą, zachowujmy dystans w rozmowach bezpośrednich, a z bliskimi kontaktujmy się telefonicznie albo online 👨👩👧👦💕
Na każdym z nas spoczywa obecnie ogromna odpowiedzialność dotycząca zdrowia naszych rodzin i nas samych! 😷
Czas przed świętami nabrał u mnie takiego przyspieszenia, że nie wiem kiedy minął grudzień. Ciągle w biegu, ciągle coś w głowie do zrobienia. Gdzieś tam w małej wolnej chwileńce usiadłam do maszyny, chwyciłam szydełko i wosk .. i tak powstały ekologiczne zestawy. Zestawy z recyklingu.
BAWORKI - czyli bawełniane worki na sypkie produkty lub inne przydasie uszyte ze starych zasłon.
FISIATKI - siateczki uszyte ze starych firan, na warzywno-owocowe zakupy.
WOSKOWIJKI - czyli tkaniny nasączone woskiem w zamian folii spożywczej.
KOMYJKI - zmywaczki z konopnego sznurka, ekologiczny i higieniczny zamiennik plastikowych gąbek i zmywaków.
ZATORBY - torby na zakupy uszyte ze starych zasłon i taśm uzyskanych z pasków i uszu starych toreb.
Przy tym rozwinęło się moje słowotwórstwo - bo nazwy - ZATORBA< FISIATKA< KOMYJKA < BAWOREK to moja czysta fantazja i jeśli ktoś je użyje proszę o sygnowanie, że pochodzą od KREATYWNEJ NUDY.
Tak to Kreatywna Nuda rozwija się w świecie ekologii i recyklingu. Zestawy lub ich elementy możecie znaleźć w Szarym Ganku. Zapraszam:)
Zaczyna do mnie docierać jak zadeptujemy i niszczymy nasz świat, naszą ziemię. Widzę ile śmieci produkuję, jak znoszę do domu kolejne toboły zapakowane w plastik. Staram się zmienić swoje myślenie, a właściwie swoje działanie. Choć to nie jest łatwe. Czasem zapominam wrzucić do auta szmaciane siatki i w sklepie znów kupuję plastik, a od teraz dojdą jeszcze do zabrania torebki z firanek na ważone owoce, warzywa , itp. Ale bedę się starała. Taki mój mały wkład w dbałość o naszą planetę.
Przy szyciu firanoworków miałam na bieżąco kontrolę jakości sprawowaną przez moją kocicę:)
Przy szyciu powstało tych worków sporo, więc je pięknie posegregowałam i popakowałam. Podobnie jak woskowijki z poprzedniego posta. Myślę, że trochę moich ekologicznych wytworów pozostanie i jesli ktoś jest zainteresowany - niech się ze mną kontaktuje. Mogę też przygotować firanoworki i woskowijki na zamówienie. Zapraszam.
A jeśli ktoś chciałby sam sobie uszyć firanoworki to zapraszam do Szarego Ganku:)
Koty mają coś w sobie. Te akurat mają kulkę silikonową, a na sobie farby do tkanin. Są już brelokami i zawędrowały do różnych właścicieli. Ciekawe jak sie sprawują:)
Zawsze wiedziałam, że gdzieś głęboko we mnie siedzi to Coś. Coś nie dawało mi spokoju, wierciło się, czasem wystawiało czubek nosa.
Mijały lata... Nadszedł pewien czas i Coś wylazło. Filcuję, lepię, szyję, rysuję, maluję, wyszywam, naklejam, wymyślam, a Coś... rośnie i się cieszy.