5 grudnia 2010

# coś z niczego # filcowanie na mokro

drugie życie wełny

5 grudnia 2010
Dziś finał torebki. Powstała trochę dziwnie. Najpierw znalazłam w piwnicy resztki wełny, takiej żywej, prawdziwej, potem udziałam na drutach coś co miało być elementami torby.


Trafiło to dwa razy  do pralki na 60 C. Trochę się skurczyło - efekt taki...


Potem ściboliłam, ściboliłam i uściboliłam. Na klapce naszyłam wycięte z arkuszy filcowych koniki, bo torba to prezent świąteczny dla fanki koni. Tak to wygląda. Efekt końcowy. Ta daaam!!!


 Z przodu...


z boku...


w środku nawet jest kieszonka...


nawet jest pojemna...


zbliżenie na koniki...





6 komentarzy:

  1. Super! Jesteś fenomenalna !

    OdpowiedzUsuń
  2. I wyszło rewelacyjnie. Choć nie jestem zwolenniczką filcowania robótek na drutach, ta torba bardzo mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
  3. Przyznam,że na pierwszym zdjęciu to miało wygląd kupki nieszczęścia,ale...kiedy zobaczyłam następne fotki i torebkę już skończoną,to aż zaniemówiłam.
    Kapitalna!

    OdpowiedzUsuń
  4. Jest...jest...magiczna...nie umiem jej określić...mam nadzieję...że kiedyś nauczę się i zrobię podobne cudo...jestem zachwycona!

    OdpowiedzUsuń
  5. Piszę w rękawiczkach,które pożyczyłam od męża. Też fajne. A jak je się filcuje? Właśnie dziś wzięłam do ręki metkę, by sprawdzić co to za fajna firma od takich prezentów, a Krzyś mi mówi, że te inicjały nie są przypadkowe. Fajnie spędzasz ten wolny czas. GRATULACJE!!!!!!

    Wiesia

    OdpowiedzUsuń
  6. Torba jest zjawiskowa, niepowtarzalna, wspaniała! Gratuluję:)

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie motywacją do prowadzenia bloga. Dziekuję.

:)

:)

brązowy medal - Najlepsza praca roku 2011

brązowy medal - Najlepsza praca roku 2011
www.craftladies.org

Hobby, rękodzieło, nasza kreatywność

wyróżnienia