1 lipca 2014

# podróże # podróże małe i duże

Gruzja Batumi dzień 3...

Wzdłuż wybrzeża, kierując sie w stronę portu, mijając latarnię morską dochodzimy do placu skąd ruszają marszrutki, czyli busiki krążące po Batumi i okolicach.


Łapiemy marszrutkę 31 i za lari dwadzieścia, czyli ok.  2,40 zł za dwie osoby jedziemy ok 8km. do Ogrodu Botanicznego. Kiedy wysiadamy wita nas taki widok:)


 Dwie rzeczy charakterystyczne dla ogrodu - jedna super ławeczki z bambusa:)


 Druga  - wszechobecne kwitnące niebieskie krzaczyska hortensji.



No i trzecia - ogród ciągnie się wzdłuż stromego  wybrzeża. 
Ogród sprawia wrażenie dzikiego, ale  widać dużo pracy,
 by był taki jest.


Można godzinami wałęsać sie pomiędzy zielenią z różnych stron świata.



 Wszystko jest oznaczone, rośliny mają również swoje etykietki.  
Tu liczyliśmy, że dojdzimy do biblioteki:)


 Biblioteka lata świetności ma już za sobą, zniszczony, zaniedbany budynek zachwycający swoją domyślną minioną urodą. 
Takich w parku sporo.






 Wędrując można było poczuć się jak w dżungli.


 Pomiędzy soczystą zielenią bardzo wyróżniały się srebrzysto-szare drzewa - okazało się, że to eukaliptus. Pierwszy raz miałam okazję zobaczyć i poczuć zapach roztartych liści eukaliptusa. 
Nie dziwię  się, że koalom smakuje:)


 Na forach ludzie opisują, że przy ogrodzie jest superplaża. Przygotowaliśmy sie na tę okoliczność - majtki i ręczniki dźwigalismy ze sobą. Po ogrodzie idziemy na plażę:)


Na plaży zaskakuje molo, a własciwi coś, co kiedyś było molo.


 Widać minione lata świetności i ząb czasu, który nadgryzł zaniedbane atrakcje: kolejkę prawie jak w górach, budynki plażowe, molo. Aż szkoda.


 Przeszła nam ochota na plażowanie, ale na na dobre jedzonko ani trochę. W barku rodem z PRL, pan powiedział, że Polaki lubią u niego jeść i zaserwował nam rybkę z grila z opiekanymi ziemniakami. Pycha. To prawda Polaki bedą go lubić:)


  Nie oparłam sie pięknym oczom koteczki:)


 I resztki dostały się czworonogom:)


Po powrocie wieczorem, wzdłuż spokojnego morza.


 Mijając Wieżę Czaczy.


 Docieramy do Tańczących Fontann nad jeziorem Ardagani. Pokaz fontann zaczyna sie codziennie ok. 21  i trwa prawie trzy godziny. Są ławeczki, można usiąść. My jednak zacumowalismy w knajpce i mieliśmy niezwykłą kolację, w niezwykłej atmosferze:)  
Ta przystaweczka, to bakłażan z orzechami,  no i znane już khinkali.

Fontanny tańczyły do różnych kawałków - rosyjskich pieśni, kawałków musicalowych , Led Zeppelinów, ale pojawiły sie też polskie Filipinki i ich Batumi. To było miłe:)         


 Oprócz tańca fontann, podświetlanych strumieni wody, na wodnym ekranie wyświetlane były różne obrazy, np. balet, turecki taniec... To robiło wrażenie:)



Upojeni widokami i winem wracaliśmy do hotelu. Na bulwarach zachwycił nas widok poświetlonego poletka bambusów.


 Tuż obok   drewniany, z pięknymi detalimi  Teatr Letni, który stoi pusty i nieużywany.


 To był długi dzień i sporo kilometrów w nogach:)

3 komentarze:

  1. Przewodniczka po Batumi niebanalna,a wycieczka fantastyczna ,chociaż wirtualna !

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeny... jak tam pięknie :) Zapiera dech w piersi.

    OdpowiedzUsuń

Każdy komentarz jest dla mnie motywacją do prowadzenia bloga. Dziekuję.

:)

:)

brązowy medal - Najlepsza praca roku 2011

brązowy medal - Najlepsza praca roku 2011
www.craftladies.org

Hobby, rękodzieło, nasza kreatywność

wyróżnienia