22 lipca 2014

raku...

Dziś wyjaśnienie - dlaczego jagodzianki wylądowały w Postołowie?
Winna temu, ta panna i Monika:) 
I jeszcze ciekawość - raku - cóż to?
Czary niesamowite - popatrzcie sami.


Najpierw trzeba było położyć angoby i szkliwa:)
Do czarów miałam  przygotowaną miskę i pannę, do której serce straciłam już w chwili  kiedy powstała.
 Liczyłam na to, że jej twarz w ogniu wyszlachetnieje:)


Poszkliwione cudeńka wylądowały w piecu.


Obok dwa czarodziejskie kotły. Będzie się działo:)


Monika wkracza do akcji z ogniowym sprzętem.


Panna w piecu zrobiła się całkiem czerwona.


Kiedy temperatura w piecu przekroczyła 900C,  Czarownica Monika zarządziła nastepny etap. 
 Ja wyciągnę, a wy zasypiecie trocinami w kotle. 
Czekałyśmy pełne emocji TU.



Z trocin nasze twory lądowały w wodzie, gdzie zdrowo bulgotały:)


Widać jaka micha jest jeszcze czerwona.


 I tak powstało tzw. nagie raku. Moja miska była oporna nagości i posiadała jeszcze resztki szkliwa, które później pieknie oskubałam.


Reszta piekła się dalej. 
Trzeba było uzyskać wyższą temperaturę, żeby szkliwa zrobiły swoje, to raku już nie było nagie:)



 Potem, powtórka - trociny i woda, czarodziejski dym.... kilka zaklęć i są:)



Pięknie bulgoczące naczynie Eli:)


 Jest i panna, które nie straciła twarzy, ale  w ogniu straciła..... biust.



Trocinowe poszukiwania Moniki dały efekt. Biust odnaleziony!



 Micha z nagiego raku rozpoczęła obnażanie swego cudnego czarodziejskiego wnętrza.



Panna zażyła  leczniczej, odmaładzającej kąpieli.


 I oto efekty końcowe czarodziejskiego wieczoru z raku:)





To były rzeczywiście czary. 
Monika - główna czarownica jest wielka. Warto do niej zajrzeć, warto wziąć udział w warsztatach, a jeśli nie, warto coś od niej sobie sprawić - coś spod jej rąk, co ma w sobie moc ziemi i ognia:)
 Monikę znajdziecie TUTAJ:)

8 komentarzy:

  1. Piękności! Wspaniale spędziłyście czas :)

    OdpowiedzUsuń
  2. Nic dziwnego, że kiedyś czarownice palili na stosie, to wygląda jak alchemia albo odczynianie.
    Sama bym chętnie wzięła w tym udział, ale brak czasu, no cóż.
    Mam japoński imbryk raku, uwielbiam te nakropkowania.
    Pozdrówki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przedmioty z raku dla mnie mają coś z żywej istoty:)

      Usuń
  3. Rzeczywiście - totalna magia!!! :) Zdjęcia super, wyobrażam sobie jaki wyglądałby film z takiego "sabatu". :) A panną, która straciła biust się nie przejmuj - Wenus z Milo nie ma rąk a jest symbolem piękna i harmonii. Per analogiam... :) Pozdrawiam!!!

    OdpowiedzUsuń
  4. Świetny pomysł na spędzanie czasu;) Wyszły Wam cudne rzeczy.

    Pozdrawiam i zapraszam do mnie

    OdpowiedzUsuń
  5. To jest dopiero kreatywnie spędzony czas! Jakie tam cuda cudeńka wyczyniałyście :) Istne czary-mary! I jakie śliczności z tego wyszły... Przedmioty z charakterem :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Sporo zabiegów. Fajnie, że trochę się dowiedziałam o technice robienia. Naczynie z dziurami mnie podbiło :)

    OdpowiedzUsuń

Za wszystkie komentarze...dziękuję.