Ten tydzień był niesamowity. Większość czasu spędziłam w Sopocie, gdzie przeżywałam pisanie ikony. To naprawdę przeżycie i trudno opisać słowami. Zdjęcia dokumentują po kolei pracę przy mojej pierwszej w życiu ikonie:)
Było nas dziesięć na pierwszym stopniu i coś około tego, już doświadczonych na drugim stopniu kursu.
Na początku trudno było uwierzyć, że każdy z początkujących uczestników napisze swoją ikonę. Nasze zdolności i umiejętności wcale na to nie wskazywały. Ale napisałyśmy, bo w ikonie, nie to jest najważniejsze.
Na pierwszym stopniu wszystkie pisałyśmy praikonę - tzw. Mandylion - Święte Oblicze Boga. I choć wzór był taki sam dla wszystkich, ikona każdej z nas była inna.
Zawsze wiedziałam, że gdzieś głęboko we mnie siedzi to Coś. Coś nie dawało mi spokoju, wierciło się, czasem wystawiało czubek nosa.
Mijały lata... Nadszedł pewien czas i Coś wylazło. Filcuję, lepię, szyję, rysuję, maluję, wyszywam, naklejam, wymyślam, a Coś... rośnie i się cieszy.