Remont, remontem, ale dzieci się nudzą nawet jak nie pada deszcz. Zakasałam rękawki i ugniotłam masy solnej. Wieczór z lepieniem. Lepiły rączki malutkie, ciut więkasze i największe.
Jest sześć zdjęć ( nawet je ponumerowałam), autorki były cztery - Julia moja siedmioletnia bratanica, Krystyna - moja mama, Helena moja teściowa (obie 10 razy starsze od Julii) i ja w wieku pośrednim:).
Ciekawe czy odgadniecie, kto zrobił które anioły?
Dla ułatwienia dodam, że na trzech zdjęciach są moje anioły:)
Kolejne popołudnie, podobnie jak świecowe - spotkanie pokoleń od lat siedmiu do troszkę więcej:) Spotkanie z masą solną.
Najpierw, niezależnie od wieku - internet źródłem inspiracji.
Potem rączki małe i te trochę większe zabrały się do twórczej pracy.
Powstały przede wszystkim anioły, ale też sowy i jeden kocur.
Zdjęcia trochę byle jakie, ale wieczór złapał nas przy pracy:)
Gotowe cudeńka w kolejnym poście.
Znów działałam ja, moja mama, moja teściowa i siostrzenica. Jak widać taki zestaw nie może się nudzić i jestem przekonana, że nie zgadniecie, które anioły wyszły spod dorosłych, a które spod dziecinnych rąk:)
Zawsze wiedziałam, że gdzieś głęboko we mnie siedzi to Coś. Coś nie dawało mi spokoju, wierciło się, czasem wystawiało czubek nosa.
Mijały lata... Nadszedł pewien czas i Coś wylazło. Filcuję, lepię, szyję, rysuję, maluję, wyszywam, naklejam, wymyślam, a Coś... rośnie i się cieszy.